wesoło

Polskie klimaty – europejskie dyrdymały - polityka na wesoło poswojsku

Robin z lasu Lechitów – Historia Polan i Lachów raz jeszcze spisana (a właściwie ciągle pisana :) )

Lechici Słowianie Polanie Wiślanie

Akcja opowieści zaczyna się w 12 roku nowej ery (a może jeszcze nowszej :)), w kilka lat po obaleniu despotycznego Szeryfa Polan - Prezesa, tuż po zapowiadanym końcu świata, bezpośrednio związanym z Mistrzostwami w kopaniu latającego pęcherza. I choć Lechitom kopanie pęcherza nie za bardzo wyszło, to jednak zapowiadany koniec świata niestety nie nadszedł. Warto dodać, że wyszło przedstawicielom Lechitów kopanie zawodników innych drużyn i siebie nawzajem – szczególnie Latem.

Co do Państwa Lechitów - na królewski stołku z żyrandolami zasiada Wielki Myśliwy Komor, a faktycznie rządzi krajem wybrany przez lud – Wielki Mag Robin zwany Robinem z lasu Lechitów (przez niektórych ze wschodu nazywanych Lachami). Co prawda złośliwi mawiają, że Robina do władzy wyniósł nie lud, ale miejscowe media: leśne wydania popularnych portali internetowych, szklane tamtamy, znaki dymne na zawołanie, itp.), ale jakby nie było od kiedy Robin jest przy władzy - historia dla kraju Lechitów zaczyna się od nowa, gdyż Robin postanowił wrócić do korzeni – kraju Celtów, tam skąd pochodzi (ponoć) naród znad Wisły. Uwolnione od jarzma złego Szeryfa Polan, połączone plemiona Lechitów i Polan, mają „podnieść się” (choć nie do końca wiadomo z czego). Teraz ma być już tylko lepiej – Robin obiecał niższe daniny na rzecz przywódców plemiennych, łatwiejszy dostęp do lepiej wykształconych szamanów i znachorów, więcej pieniędzy dla urzędników i parę tam tego typu jeszcze ładniej brzmiących obietnic. Zobowiązał się także do ograniczenia władzy poborców, bractw wszelakich, klanów i wprowadzenia szeregu zmian przy zakładaniu manufaktur (plemiennych, klanowych, a nawet czysto wsiowych).

Aby spełnić wszystkie obietnice Robin wiedział, że musi uzyskać przychylność złych i dobrych mocy. Wybrał się więc (jak przystało na mędrca) do zaprzyjaźnionego plemienia spod góry MaczuPikczu, aby na szczycie góry w specjalnym nakryciu głowy prosić wszystkie moce o wsparcie jego działań. Po wyczerpującym pobycie na szczycie owej góry (gdzie wtaszczył nawet swoją białogłowę!), powrócił do swej krainy – naładowany energią bożka-słońca. A od powrotu z MaczuPikczu już nigdy ani on ani żaden z wojów jego przybocznej drużyny rządzącej krajem nie pójdzie na żaden więcej wypoczynek, bo pracy jest wiele, a i wrogów u bram (a nawet przed bramami) ciągle ...

Subskrybuj RSS - wesoło